Skip to main content

Skórzana tapicerka
– jak o nią dbać, żeby nie popękała?

Skórzana tapicerka nie wybacza lenistwa

Wiem, bo sam kiedyś ją zaniedbałem...

Jest taki moment, który trwa może dwie sekundy.

Otwierasz drzwi samochodu. Siadasz za kierownicą. Dłonią odruchowo przesuwasz po boczku fotela i od razu wiesz, w jakiej kondycji jest wnętrze.

Nie trzeba być detailerem ani fanatykiem motoryzacji. Skórzana tapicerka potrafi powiedzieć o właścicielu więcej niż przebieg na liczniku.

Ja lubię, kiedy wnętrze wygląda tak, jak samochód na to zasługuje. Nie dlatego, że jestem pedantem. Po prostu uważam, że skoro wydaliśmy niemałe pieniądze na auto ze skórzanymi fotelami, to warto poświęcić im odrobinę uwagi.
Problem w tym, że sam kiedyś myślałem inaczej.

Wydawało mi się, że skóra jest praktycznie niezniszczalna. Wystarczy od czasu do czasu przetrzeć ją wilgotną ściereczką i temat załatwiony.

Nie był.

Skóra ma pamięć. Zwłaszcza do naszych grzechów

Na początku wszystko wygląda pięknie. Skóra pachnie nowością, jest miękka, matowa i aż chce się przejechać dłonią po fotelu. Człowiek myśli: "Przecież to będzie tak wyglądało zawsze."

Nie będzie.

Każde wejście do auta zostawia swój ślad. Jeansy ocierają boczki fotela. Kurtka wnosi kurz. Latem zostawiamy na siedzeniu pot, zimą wilgoć. Do tego kawa wypita w biegu, okruszki po drożdżówce i obowiązkowy pies, który "przecież tylko na chwilę wskoczy".

Po kilku latach skóra zaczyna wyglądać tak, jakby przeżyła kilka sezonów Rajdu Dakar.

I nie, to nie jest jej wina.

Największym wrogiem skóry... jestem ja

Kiedyś byłem przekonany, że skoro fotel wygląda czysto, to znaczy, że jest czysty.

To mniej więcej taki sam tok rozumowania, jak stwierdzenie, że samochód nie wymaga wymiany oleju, skoro jeszcze jedzie.

Brud na skórze nie zawsze widać. Tłuszcz z rąk, pot, kurz, kosmetyki, pył z ubrań – wszystko to powoli osadza się na powierzchni. Z czasem skóra przestaje oddychać, robi się sztywna, zaczyna się wycierać i wygląda na starszą, niż jest w rzeczywistości.

Dopiero gdy zobaczyłem efekt profesjonalnego czyszczenia, zrozumiałem, ile syfu woziłem ze sobą każdego dnia. Człowiek nagle odkrywa, że jego "beżowa tapicerka" jednak była beżowa.

Internet ma tysiąc porad. Dziewięćset z nich powinno zniknąć

Internet uwielbia cudowne sposoby.

"Krem do rąk."

"Oliwka dla dzieci."

"Mleczko do mebli."

Brzmi świetnie. Zwłaszcza jeśli celem jest zrobienie z fotela eksperymentu chemicznego.

Skóra samochodowa nie jest kanapą po babci ani kurtką motocyklową sprzed trzydziestu lat. To materiał pokryty specjalną warstwą ochronną, która nie przepada za przypadkowymi specyfikami z łazienki czy kuchni.

Od tamtej pory stosuję prostą zasadę.

Jeżeli producent środka nawet nie wspomina o skórze samochodowej, to ten środek nie zbliża się do mojego wnętrza.

Słońce robi większe szkody niż dzieci z lodami

Kiedy ktoś mówi o zagrożeniach dla tapicerki, większość myśli o rozlanym napoju albo czekoladzie na siedzeniu.

Tymczasem największy sabotażysta świeci na niebie.

Latem wnętrze auta potrafi zamienić się w piekarnik. Kierownica parzy dłonie, pas bezpieczeństwa przypomina rozgrzany kabel, a fotel... no cóż... wystarczy usiąść w krótkich spodenkach, żeby natychmiast pożałować wszystkich życiowych decyzji.

Skóra też tego nie lubi.

Wysoka temperatura i promieniowanie UV sprawiają, że stopniowo wysycha, traci elastyczność i zaczyna pękać. Dlatego cień, garaż albo zwykła osłona przeciwsłoneczna potrafią zrobić więcej dobrego niż najbardziej reklamowany preparat.

Nie chodzi o polerowanie. Chodzi o rozsądek

Nie jestem człowiekiem, który co sobotę spędza sześć godzin z pędzelkiem i latarką, szukając pojedynczego ziarenka kurzu.

Samochód ma jeździć.

Ale skoro regularnie wymieniam olej, sprawdzam ciśnienie w oponach i nie czekam, aż hamulce zaczną wydawać dźwięki przypominające koncert metalowy, to dlaczego miałbym kompletnie ignorować wnętrze?

Raz na jakiś czas porządnie wyczyścić skórę. Zabezpieczyć ją odpowiednim preparatem. Odkurzyć zakamarki.

To naprawdę nie jest operacja na otwartym sercu.

Są rzeczy, których lepiej nie robić samemu

Owszem, wiele można zrobić we własnym garażu.

Ale są momenty, kiedy rozsądniej jest oddać samochód komuś, kto zajmuje się tym na co dzień.

Profesjonalne czyszczenie i konserwacja skóry to trochę jak wizyta u dentysty. Oczywiście możesz udawać, że problem nie istnieje. Możesz też próbować naprawić wszystko szczoteczką i pastą.

Tylko później nie dziw się rachunkowi.

Na koniec jedna myśl

Ludzie często pytają, po co tyle zachodu.

Przecież to tylko samochód.

Może i tylko samochód.

Ale skoro codziennie spędzam w nim godzinę, dwie albo trzy, to wolę siedzieć na miękkiej, zadbanej skórze niż na fotelu, który wygląda, jakby przez ostatnie pięć lat woził wyłącznie worki z cementem.

A kiedy po kilku latach otwieram drzwi i wnętrze nadal wygląda tak, że aż chce się usiąść za kierownicą, mam satysfakcję.

Bo okazuje się, że skórzana tapicerka wcale nie jest wymagająca.

Po prostu nie lubi, kiedy właściciel o niej zapomina.

Zadzwoń i zarezerwuj termin!